Franczyza - nie ma łatwiejszej drogi do sukcesu | Drukuj | RSS
Baza wiedzy - Pomysły na biznes
15.07.2009.

Franczyza naprawdę nie gryzie i nie jest straszna. Przekonało się o tym zbyt wiele osób, żeby wciąż podtrzymywać ten mit. Franczyza jest biznesem tak jak każdy inny – trzeba mieć smykałkę przedsiębiorczości. Tyle że w przeciwieństwie do własnej oryginalnej koncepcji podbicia świata, franczyza redukuje ryzyko rozpoczęcia działalności.

Nie musisz żmudnie tworzyć koncepcji marketingowej, metodologii produkcji i systemu obsługi klientów. Wszystko to dostajesz na dzień dobry. W zasadzie musisz przysiąść jedynie do analizy rynku, żeby nie okazało się, że w twojej okolicy funkcjonuje 10 podobnych firm i wszystkie ledwo wiążą koniec z końcem (a rok temu istniało takich firm 50 i 40 zbankrutowało).

Przyjrzyjmy się kilku przykładom osób, które zdecydowały się na rozwinięcie biznesu w oparciu o model franczyzy. Przykłady odnoszą się do Wielkiej Brytanii.

Neil Newman, z wykształcenia hydraulik, w ciągu 18 miesięcy od momentu rozpoczęcia działalności w sieci Drain Doctor w Exeter osiągnął obroty rzędu 264 tysięcy funtów. Uważa, że sukces zawdzięcza ścisłemu stosowaniu się do zasad wprowadzonych przez franczyzodawcę. „Zacząłem działać zgodnie z systemem Drain Doctor i to działa”, mówi. „Ktoś inny, kto był ze mną na szkoleniu, nie działał zgodnie z nim i w końcu zrezygnował z franczyzy”. Drain Doctor jest największym pogotowiem hydraulicznym w kraju i w branży. Firma zapracowała na tę opinię, oferując warte polecenia usługi, do wykonania których klienci często nie chcieli zatrudniać przypadkowego hydraulika. „Wielu ludzi boi się wzywać hydraulika czy jakiegokolwiek innego fachowca z branży konstrukcyjnej, ponieważ w telewizji widzieli straszne historie na ich temat”, mówi Neil. „To bardzo przykre być ofiarą kiepskiego warsztatu innych, ale Drain Doctor wyrobił sobie doskonałą reputację, zdobywając lojalność i zaufanie klientów. Dzięki wprowadzeniu całodobowego serwisu, bez dodatkowych opłat za dojazd czy pracę w nietypowych godzinach, dajemy klientom pewność, że nie zedrzemy z nich skóry. Nasze samochody i ubrania robocze nadają nam profesjonalny wizerunek, który podkreśla wysoką jakość naszych usług”.

(c.d. poniżej...)


Alan Abel przez ostatnich 18 lat prowadził Complete Weed Control i usuwał na zlecenie rozmaite chwasty z posesji różnego rodzaju firm i lokalnych władz. Jako były zarządca farmy, czuł się zmęczony tym, że jego wysiłki nie były w pełni doceniane. Franczyza dała mu niezależność, której tak bardzo pragnął, i pozwoliła mu uniknąć wielu pułapek czyhających na niezależne, małe firmy. Kiedy w latach 1980-tych rozpoczynał swoją działalność w południowej Walii, miał przewagę już na starcie, ponieważ skorzystał z kontaktów, które udało mu się pozyskać podczas 10 lat pracy w firmie macierzystej. On sam mówi, że od tamtej pory jego lista klientów wydłużyła się dziesięciokrotnie i wciąż się rozrasta. „Pomimo wielu lat doświadczenia, wciąż zadziwia mnie mnogość nowych możliwości robienia interesów, na które natykam się każdego tygodnia”. W 1998 roku Alana zaproszono do rady dyrektorów firmy macierzystej, gdzie teraz służy radą i pomocą nowym franczyzobiorcom.

W 1993 roku Rosemary Conley wystartowała z ogólnokrajową siecią fitness clubów. Działająca na zasadach franczyzy sieć rozrosła się do przeszło 175 franczyzobiorców prowadzących każdego tygodnia około 2000 zajęć fitness, w których uczestniczy więcej niż 80 tys. osób. Jillian MacGregor z regionu zachodniego Edynburga, franczyzobiorca ogólnokrajowej sieci fitness clubów, w 2000 roku została franczyzobiorcą roku. Otrzymała ten tytuł tylko kilka dni po urodzeniu drugiego dziecka, Camerona. Teraz mówi, że to właśnie za możliwość łączenia pracy z życiem rodzinnym kocha to, co robi. „Przyłączyłam się do sieci w kwietniu 1995 roku i od tamtej pory nie oglądam się za siebie. Zanim zaczęłam, bardzo chciałam dowiedzieć się wszystkiego o tej organizacji. Uczestniczyłam w świetnym szkoleniu, a nieustające wsparcie i pomoc ze strony franczyzodawcy pomogły mi osiągnąć sukces”. Przed podpisaniem umowy franczyzowej Jillian pracowała jako programistka komputerowa dla British Gas. Odchodziła z pracy po 10 latach bez żalu. „To była dla mnie naprawdę całkowita zmiana, ale to była właściwa decyzja i podjęłabym ją jeszcze raz, gdybym musiała wybierać. Uwielbiam elastyczność i styl życia, który prowadzę teraz”.

Nadeem i Sam Sohail prowadzą franczyzę Benjys we wschodnim Londynie, dowożąc kanapki, pieczywo, napoje i gotowe posiłki do stale rosnącej liczby klientów. Żadne z nich nie miało wcześniej doświadczenia ani w branży spożywczej, ani w handlu detalicznym. Sam mówi: „Odejście z pracy i założenie własnej firmy było trudną decyzją, szczególnie że musieliśmy myśleć o dwójce naszych dzieci. Kiedy pracowałem w City, kupowałem lunch w Benjys, więc znałem już tę markę”. Nadeem dodaje: „Szkolenie, któremu zostaliśmy poddani na początku, było bardzo szczegółowe. Dosłownie wszystko jest brane pod uwagę, począwszy od odpowiedniej temperatury przechowywania żywności, a skończywszy na higienie i kwestiach codziennego zarządzania. Mogliśmy również skorzystać z możliwości obserwowania doświadczonego franczyzobiorcy, by przekonać się, jak wygląda typowy dzień pracy”.

Duncan Rice, zanim odkrył franczyzę, zrezygnował ze stałej pracy. „Odkąd wyjechałem z Południowej Afryki w 1985 roku, uczyłem angielskiego i dramatu w szkołach w Anglii. Z roku na rok czułem się coraz gorzej w tym wyścigu szczurów. Potrzebowałem jakiejś odskoczni, chciałem wyrwać się z klatki i robić coś bardziej satysfakcjonującego. Byłem zawalony pracą papierkową, raportami, ocenami, niekończącymi się spotkaniami z rodzicami, dokumentacją, a perspektywa wizytacji przepełniała mnie zgrozą. Więc zrezygnowałem”. Kiedy zastanawiał się nad kolejnym ruchem, zobaczył małe ogłoszenie w dodatku „Timesa”, dotyczące franczyzy Akademii Teatralnej Helen O'Grady. Ta okazja wydawała się idealna dla niego. Dalsze badanie sprawy utwierdziło go w tym przekonaniu. „Zdałem sobie sprawę, że ten program był ukierunkowany na dzieci i bardzo zbieżny z moim przekonaniem o tym, jak powinno się rozwijać pewność siebie i poczucie wartości u dzieci poprzez teatr. W ciągu dwóch miesięcy sprzedałem swój dom w Cambridge i przeniosłem się do Północnej Irlandii. Różne myśli chodziły mi po głowie. Czy zarobię wystarczająco dużo, by przetrwać? Czy ktokolwiek zapisze się na moje zajęcia? Jak dzieci zareagują na mój akcent? Nikt nie mógł mnie przygotować na odzew, z którym się spotkałem. Przeżyłem prawdziwe oblężenie telefoniczne i w ciągu dwóch tygodni na prawie wszystkie zajęcia miałem komplet, a lista oczekujących wciąż się wydłużała. Do mojej szkoły zapisało się 250 uczniów. Cieszę się wolnością, jaką daje praca na własny rachunek. Klatki i wyścig szczurów zostawiłem za sobą”.

Po wielu latach pracy w należącej do jej męża firmie zajmującej się nieruchomościami Glynis Croft zdecydowała się otworzyć własny biznes. Teraz prowadzi firmę sprzątającą toalety. „Pierwszy raz spotkałam się z franczyzą dzięki NatWest Bank”, mówi. „W zimny i mokry listopadowy wieczór uczestniczyłam w seminarium na temat franczyzy i pośród mówców była Marilyn Keen, dyrektor do spraw rozwoju firmy Swisher. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej firmie i muszę przyznać, że pomysł na początku nie wydał mi się jednym z najbardziej zachęcających spośród tych, o których mówiono tego wieczora”. Przez kolejnych sześć miesięcy Glynis przeglądała wiele ofert franczyzy, ale ku jej zaskoczeniu, w procesie eliminacji, Swisher okazał się systemem, który najbardziej odpowiadał jej potrzebom. „Podczas moich spotkań z przedstawicielami Swishera przedstawiono mi dokładnie cały system, a wszyscy pracownicy byli bardzo przyjaźnie nastawieni i przystępni. Pomyślałam, że również wsparcie z ich strony będzie odpowiednie i nie pomyliłam się. Wybór franczyzy był długim procesem, ale gdy już zdecydowałam się na Swishera i założyłam własną firmę, poczułam się pewnie i mogłam poprowadzić ją właściwie”. W ciągu sześciu miesięcy Glynis osiągnęła przychód w wysokości ponad 70 000 funtów, a obrót z pierwszego roku jej działalności wyniósł 120 000 funtów. „Pracując z moimi pracownikami z różnych działów i współpracując z korporacją Swisher, mam pewność, że mój zespół świadczy usługi na wysokim poziomie. To już przynosi zysk w postaci rekomendacji klientów i większej liczby zleceń”.

Z powyższych przykładów można wyciągnąć wiele informacji na temat tego, jak zacząć myślenie o swojej przyszłości jako franczyzobiorca.

Neil Newman był już wykwalifikowanym hydraulikiem, zanim zainwestował w Drain Doctor, ale nie rozpoczął pracy z nastawieniem, że wie już wszystko. Wręcz przeciwnie, stosował się do zasad wytyczonych przez franczyzodawcę i w przeciwieństwie do innego uczestnika szkolenia, który tego nie zrobił, wyszedł na swoje. Inna ważna kwestia, którą należy odnotować, to fakt, że rozumiał, jak ważna jest obsługa klienta, konieczność zrobienia dobrego wrażenia i to, że posiłkował się pomocą rodziny w prowadzeniu firmy.

Alan Abel był menedżerem farmy, zanim przystąpił do franczyzy Complete Weed Control, dlatego mógł przyjąć na siebie taką odpowiedzialność i miał odpowiednie umiejętności organizacyjne. Co ważne, był zmęczony wkładaniem wysiłku w swoją pracę i otrzymywaniem w zamian nie dość satysfakcjonującego wynagrodzenia. Chciał czegoś więcej i był gotów ponieść ryzyko, by to osiągnąć. Franczyzę wybrał ostrożnie i bez pośpiechu. Przyjrzał się ludziom prowadzącym firmę, zbadał rynek, chciał sprawdzić, czy jego umiejętności i doświadczenie pasują do profilu firmy. Miał szczęście, ponieważ przejął wielu dotychczasowych klientów firmy, ale przez kolejnych 18 lat nie stracił ani odrobiny swojego początkowego entuzjazmu. Miał również poczucie wspólnoty, które powinna dawać każda dobra franczyza, poczucie, że jest w jakiś sposób częścią klubu, którego członkowie powinni dzielić się swoim doświadczeniem i wiedzą dla wspólnego dobra.

Historia Jilian McGregor pokazuje, jeżeli ktoś w ogóle mógłby w to wątpić, że kobiety równie dobrze, a może nawet lepiej niż mężczyźni, radzą sobie z prowadzeniem franczyzy. Ona również miała kwalifikacje, doświadczenie w prowadzeniu firmy i także czuła, że można żyć inaczej, że trawa jest bardziej zielona gdzie indziej. Bardzo mądrym krokiem było powstrzymanie się od pośpiechu w wyborze firmy. Cieszy się z wolności, jaką daje jej franczyza, docenia wsparcie udzielane jej przez franczyzodawcę i na pierwszym miejscu wśród priorytetów stawia zadowolenie klientów.

Nadeem i Sam Sohail, trzydziestolatkowie, niedawno założyli rodzinę, mimo to mieli tyle fantazji i odwagi, by porzucić dobrze płatne posady na rzecz franczyzy. Zaryzykowali, jednak wcześniej przemyśleli wszystkie za i przeciw. Sam znał ten produkt i miał do niego zaufanie. Nadeem chciała sprawdzić, na jakiej jakości szkolenie i wsparcie mogą liczyć ze strony franczyzodawcy. Mieli także przewagę na starcie, ponieważ mogli się wzajemnie wspierać. Chcą rozszerzać swoją działalność i jak najlepiej wykorzystać nowo zdobytą niezależność.

Duncan Rice miał do tego stopnia dosyć swojej pracy, że złożył wypowiedzenie, zanim znalazł jakąś alternatywę, nie myśląc nawet o franczyzie. Przypadkiem, co się często zdarza, trafił na Akademię Teatralną Helen O'Grady. To była oferta jakby szyta na miarę. Mimo to nie zaangażował się od razu w przedsięwzięcie, najpierw sprawdził, czy podejście firmy do uczenia dzieci zgadza się z jego przekonaniem. Ponieważ tak było, zaryzykował. Opłaciło się.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że franczyzą jest cudownym eliksirem, remedium na wszystkie bolączki. Musisz tylko połknąć zalecaną dawkę i gotowe! W końcu sam dla siebie jesteś szefem i nareszcie świat wygląda tak jak powinien. Jednak franczyza nie jest panaceum ani magiczną różdżką, ani nawet skromną przepustką do osiągnięcia sukcesu w interesach. Nie jest nawet samozatrudnieniem w prawdziwym tego słowa znaczeniu, ponieważ franczyzobiorca nie do końca jest sam sobie szefem, który ma wolną rękę w podejmowaniu decyzji i kształtuje swój los. Dzięki franczyzie, jeśli jest właściwie prowadzona, można osiągnąć pewien stopień niezależności, bardziej sprawiedliwe przełożenie wysiłków na zarobki niż w przypadku pracy na etacie i mniej ryzykowny początek niż przy zakładaniu własnej firmy od samego początku, bez niczyjej pomocy i według całkowicie własnego pomysłu. Cały czas są jednak wymagane te same cechy co od zwykłego przedsiębiorcy: rozsądek, opanowanie nerwów, znajomość podstaw prowadzenia biznesu, zaangażowanie, gotowość na wyrzeczenia. Tyle że nie musisz samemu startować z lotniska – po prostu przejmujesz lecący samolot i od razu nim pilotujesz.

Więcej informacji na temat zakupu franczyzy, wyboru właściwego systemu i wielu innych ważnych szczegółów (co również przyda się, jeśli twoja firma myśli o sprzedawaniu własnego systemu franczyzowego) znajdziesz w książkach: „Franczyza. Droga do sukcesu” Magdaleny Stawickiej (Wydawnictwo Helion/Onepress, 2009) i „Przewodnik po franczyzie. Jak wybrać najlepszą dla twojego biznesu?” Iaina Murraya (Wydawnictwo Helion/Onepress 2008). Obie książki znajdziesz w księgarni www.onepress.pl – wpisz w pole wyszukiwarki tytuł. Wykorzystanie za zgodą Wydawcy.