Kiedyś moim szefem był prawdziwy specjalista od marketingu i sprzedaży, który dodatkowo był znany jako człowiek, który zaskakiwał wszystkich swoimi niestandardowymi zachowaniami.
Byliśmy kiedyś razem u klienta, który był zainteresowany różnymi formami promocji swoich produktów. Prezentowaliśmy mu różne rzeczy, ale ciągle było coś, co mu się nie podobało. Doszliśmy w końcu do usług direct mail.
Klient od razu stwierdził, że nie będzie z nich korzystał, ponieważ nikt nie czyta listów, które przysyłają różne firmy. "Wszystkie trafiają od razu do kosza na śmieci", powiedział ze zdecydowaniem.
Mój szef zapisał coś na kartce i powiedział do klienta: "Zróbmy w takim razie test, który udowodni nam czy rzeczywiście mailingi działają, czy nie. Proponuję, abyśmy wysłali listy do całej Pana grupy docelowej, czyli do 20 tysięcy klientów. Pokryjemy koszty wysyłki, ale rezerwujemy sobie prawo do napisania tekstu."
Klient kiwnął z zainteresowaniem głową, a mój szef kontynuował: "Szczerze mówiąc, to mam już ten tekst gotowy dla Pana. Czy chce go Pan zobaczyć?"
"Tak, oczywiście", odpowiedział klient.
"Oto on..." odpowiedział mój szef i podał mu kartkę z następującym napisem:

"W zasadzie nie powinno być z Tym żadnego problemu", ciągnął mój szef niezrażony zupełnie zaskoczoną reakcją klienta.
'Klienci nie będą mieli do Pana firmy żadnych pretensji, bo przecież nikt z nich nie otworzy koperty."
Direct Mail to jedno z narzędzi marketingowych, które budzi emocje. Większość ludzi uważa, że to zupełnie nie działa i że jest to tylko strata pieniędzy.













