W wielu wypadkach na tym się nie kończy. Producent dostając znacznie większe zamówienia niż miał w swych planach, nie jest w stanie obsłużyć ich z zapasu i musi uruchomić produkcję. A na to potrzeba czasu. W efekcie zamówienie do centrum dystrybucyjnego jest ograniczane. Nie jest to miła informacja dla znajdującego się tam zaopatrzeniowca: mniejsza dostawa ograniczy zapas w hurtowni. Reakcja może być nieprzyjemna: zaczyna się popędzanie producenta przez wystawianie sztucznych, wirtualnych zamówień. I tak przez całą sieć… aż uzyskujemy efekt byczego bicza.

Oczywiście jest to przerysowany przykład. Jednak w życiu mamy bardzo wiele indeksów wyrobów gotowych (wykres przedstawia sytuację jednej z amerykańskich firm farmaceutycznych). Nawet mniejsze skoki na kilku z nich mogą stać się przyczyną poważnego rozregulowania dostaw. Wielu praktyków wskazuje na potrzebę poprawy komunikacji. Jest to bardzo słuszne, ale dla kogoś kto ma ten problem jest to rozwiązanie zbyt ogólnikowe. W szczegółach natomiast najczęściej wspomina się o konieczności zwiększenia częstotliwości dostaw. W sposób oczywisty prowadzi to do zmniejszenia zapasu. Ponieważ jest to szeroko omawiane, skupmy się na następnych możliwościach.
Wahania nie popyt
Popatrzmy na pierwszy błąd: zapasy bezpieczeństwa liczone wg dni chronią nas przed popytem. Im większy popyt, tym zapasy muszą być większe. Czy to ma sens? Czy zawsze to co ma wyższą sprzedaż musi mieć większe zabezpieczenia? Czy zapas bezpieczeństwa nie powinien nas raczej chronić przed nieznaną częścią popytu? Inaczej mówiąc błędem w prognozie? Jeśli tak, to wraz z poprawą trafności prognoz zapasy bezpieczeństwa będą mogły być zmniejszane! Wreszcie tak wyliczany zapas bezpieczeństwa jest stabilniejszy (ma to ogromne znaczenie jeśli do kontroli tego parametru stosujemy system informatyczny automatycznie wyliczający jego wartość). Przez co zapas efekt byczego bicza może być złagodzony.
A jaki to będzie mieć wpływ na wielkość zapasów? Spróbujmy oszacować zapasy bezpieczeństwa dla naszego przykładu. Po pierwsze należy oszacować wielkość wahań: obliczmy różnicę między prognozami a rzeczywistą sprzedażą w poszczególnych okresach i stąd wyliczmy standardowe odchylenie. Załóżmy, że wartość ta jest w naszym przypadku wysoka i wynosi 50 (dla uproszczenia – w każdym ogniwie dostaw). Wyliczenie zapasów bezpieczeństwa wymaga jeszcze powiązania odchylenia z wymaganym poziomem obsługi klienta. I tu z pomocą przychodzi statystyka:
• do uzyskania 98 % potrzebujemy uwzględnienia 2,05 odchylenia, czyli zapas u w sklepie wynosi ok. 103 szt.
• dla 99 % - już 2,33, czyli hurtownik musi trzymać 117 szt
• dla 99,5% - 2,58, czyli zapas w centrum dystrybucji wyniesie 129 szt
• dla 99,7 % - odpowiednio 2,75 i zapas bezpieczeństwa u producenta – 137 szt
Bardzo często tak liczony zapas jest mniejszy i zapewniający lepsze dopasowanie do rzeczywistych potrzeb rynku. Struktura zapasów jest zazwyczaj lepsza: więcej jest tego, co niezbędne a mniej tego co niepotrzebne.
Wskaźnik
Pora na ustalanie wymaganego poziomu obsługi klienta. Mówiąc o nim zazwyczaj mamy na myśli dwie sprawy: zadowolenie klienta ze współpracy z naszą firmą oraz stan wskaźnika wyliczanego na podstawie faktycznej realizacji zebranych zamówień. W założeniu powinny one ze sobą współgrać. W praktyce różnie to bywa.
Jak jest szacowany poziom obsługi? W wielu firmach jest to procent linii zamówień dostarczonych na czas i w ilości pierwotnie wymaganej przez klienta w stosunku do wszystkich linii które powinny być dostarczone. Jeśli hurtownik zamówił 100 gruszek, 200 jabłek i 400 truskawek, a dostał 100 gruszek, 200 jabłek i 380 truskawek (bo nam się skończyły), to mamy 2 linie dostarczone w pełni na 3 wymagane (67%). Jednak czy dla naszych klientów ważne jest precyzyjne dostarczanie wszystkich linii jego zamówień? W wielu wypadkach nie. Prosty przykład : centrum dystrybucyjne materiałów budowlanych zamawia szeroką gamę różnych produktów. Ze względu na ich różne rozmiary stopień wykorzystania samochodu może być niezadowalający. Co z tym zrobić? Proste: wyroby łatwozbywalne zamówić w większej ilości. Jeśli będzie miejsce na samochodzie – odbiorca weźmie ich więcej, jeśli miejsca będzie za mało – weźmie tylko minimalną ilość. Czy będzie zadowolony - TAK. A co ze wskaźnikiem ? Będzie niższy…
Popatrzmy na to co jest ważne dla poszczególnych klientów:
KLIENT W SKLEPIE – jest niezadowolony, gdy w sklepie nie ma na półce poszukiwanego towaru. Czasem może wykazywać się pewną elastycznością i korzystać z towarów konkurencji. Najgorzej, gdy brakuje danej kategorii produktów.
SKLEP – wymaga, by towar był na półce. Jeśli go tam nie ma, sklep traci szansę sprzedaży. Towar zawsze musi być choćby w minimalnej ilości
HURTOWNIA I CENTRUM DYSTRYBUCYJNE – musi być w stanie szybko zareagować na potrzeby swoich odbiorców. Krytyczne są dostawy pilne. Czy istotne jest, by każde wcześniejsze zamówienie doszło dokładnie w żądanej pierwotnie ilości i czasie? Nie – ważne jest, by nie dopuścić do braku zapasów w sklepach!
Zamówienia od centrów dystrybucyjnych mogą być aktualizowane nawet do ostatniej chwili, tak, by odzwierciedlały rzeczywiste priorytety dostaw. Jak jednak uniknąć tego co, autor obserwował w kilku fabrykach produkujących części do samochodów: odpowiedzialność za niedostarczenie wyrobu na czas jest tak duża (kary), że planiści robią wszystko by wskaźnik pokazywał 100 %. W razie wewnętrznych problemów (np. gdy wiadomo że jutro nie uda się wysłać wcześniej żądanej części) potrafią oni dzwonić do planisty produkcji klienta, by wyprosić na nim zmianę jego harmonogramu. Tak zmieniony harmonogram poprawia terminy dostaw. Linie u klienta nie zatrzymują się. Pewnie, ale harmonogramy szaleją, a zapasy w całym łańcuchu rosną. A zadowolenie klienta?
W przypadku sieci dystrybucyjnych problem ten można rozwiązać przez rozliczanie planistów z poziomu obsługi klienta, ale liczonego wg dostępności towarów w sklepach. W przypadku firmy dostarczającej przez sieć dystrybucji wyroby na teren Unii Europejskiej celem jest osiąganie minimum 95 % dostępności w sklepach. I z tego rozliczanie są planiści w Polsce. Jednak nie zaniechano kontroli terminowości dostaw do centrów dystrybucyjnych. Nie powinno to spaść poniżej 70 %! Efekt: w sklepach towar jest dostępny, zapasy w sieci gwałtownie spadły, a zapasy w fabryce liczone są już w dniach!
Podsumowanie
Intencją autora jest zwrócenie uwagi na definicję i sposób wyliczania poziomu obsługi klienta w przedsiębiorstwie współpracującym z siecią dystrybucyjną. Spore możliwości tkwią w samym sposobie rozumienia interesu odbiorców i klientów końcowych. Po drugie warto spróbować w inny sposób ustalać zapasy bezpieczeństwa. Nie jest to specjalnie trudne ani ryzykowne. Można przez pewien czas dla kilku wybranych wyrobów sprawdzać, czy statystycznie wyliczony zapas by się sprawdzał. Niejako „na boku”. Jeśli się sprawdzi – można go zastosować w praktyce.
Autor: Zbigniew SobkiewiczMPM Productivity Management












