Zainteresowanie wyścigami Formuły 1 w Polsce gwałtowanie wzrosło w roku 2006, gdy nasz rodzynek Robert Kubica został pełnoprawnym kierowcą. F1 to emocje, szybkość, dążenie do perfekcji, ale również gigantyczne pieniądze liczone w miliardach dolarów. Dlatego też jest to dobre miejsce, by podpatrzeć sekrety robienia, obracania i zarządzania ogromnym biznesem.
Zarówno oglądając wyścigi w telewizji (lub na żywo), jak i przeglądając serwisy internetowe oraz eleganckie albumy można sformułować kilka kluczowych czynników sukcesu F1. To właśnie one sprawiły, że te wyścigi są dziś tak emocjonujące, tak popularne i tak dochodowe. Te czynniki mogą stać się kluczem do zwiększenia zainteresowania mediów oraz klientów. Oczywiście odpowiednio przystosowane do twoich potrzeb.
Kluczowy czynnik sukcesu numer 1 — podejmuj decyzje ze świadomością, że kiedyś znajdą się one w pięknie wydanym albumie o historii firmy
Album o historii firmy to piękne podsumowanie jej dotychczasowej działalności. Hołd dla poprzednich dyrektorów, pracowników i klientów, którzy wspólnie stworzyli coś trwałego, przydatnego i zyskownego. Zapis najlepszych chwil w historii, fascynujących momentów, które zmieniły bieg rzeczywistości, dramatycznych zmagań z przeciwnościami. To również świadectwo błędów, porażek i nietrafionych decyzji, powstałych przypadkiem lub z premedytacją. Żaden sukces nie zostanie pominięty. Żadna porażka nie zostanie zapomniana. Żadne nazwisko nie ukryje się przed oczami przyszłych fanów, klientów i pracowników — tak długo jak będzie istnieć firma.
Podczas przeglądania albumu „Formuła 1” (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2007) wszystko to widać dokładnie. Są wspaniałe sukcesy wielkich mistrzów Michaela Schumachera, Ayrtona Senny, Alaina Prosta, Grahama Hilla, Jackiego Stewarta, Jamesa Hunta, Nikiego Laudy. Są też rzeczy mniej chlubne np. ambicjonalny konflikt między Ayrtonem Senną a Alainem Prostem, partnerami z teamu, przez który obaj zawodnicy prawie ze sobą nie rozmawiali, wyeliminowanie z premedytacją Damona Hilla, jedynego konkurenta do tytułu mistrzowskiego, w decydującym wyścigu sezonu przez Michaela Schumachera (wjechał mu w samochód, eliminując obu z wyścigu i zachowując tym samym przewagę w klasyfikacji końcowej), czy też nieuczciwe polecenia przepuszczania partnerów z zespołu wydawane przez kierownictwo (wkrótce tych poleceń tzw. „team orders” oficjalnie zakazano). Nie ma wątpliwości, że afera szpiegowska 2007 roku i tegoroczne „Ron orders” pojawią się w kolejnych edycjach albumu.
Kluczowy czynnik sukcesu numer 2 — daj poczuć atmosferę, ale nie wpuszczaj do środka — podtrzymuj aurę tajemniczości
Każde Grand Prix w kalendarzu mistrzostw składa się z niedzielnego wyścigu, sobotnich kwalifikacji, piątkowych i sobotnich treningów oraz towarzyszących im konferencji prasowych. Najwięcej uwagi przyciągają oczywiście niedzielne wyścigi, które są kwintesencją F1. Zmagania o punkty, dramatyczne zmiany na prowadzeniu, zmienne warunki atmosferyczne, zderzenia i awarie bolidów wywracające kolejność kierowców do góry nogami, pojedynki na dziesiąte części sekundy mechaników w pit-stopach gdy dwóch rywalizujących ze sobą kierowców równocześnie ma tankowane paliwo i zmieniane opony — to magia F1 w całej okazałości. A przynajmniej ta widowiskowa część magii, dostępna widzom.
Ponieważ podobnie jak magia prawdziwego mistrza iluzji, tak i magia Formuły 1 ma swój wymiar czysto praktyczny, do którego widzowie nie mają dostępu. Pierwszym elementem tajemnicy otaczającej F1 jest ilość paliwa z jakim zawodnicy startują do sobotnich kwalifikacji, a później do niedzielnego wyścigu. Ilość paliwa wpływa na strategię kierowcy — kiedy zjedzie na tankowanie, jaką przewagę musi uzyskać nad kolejnym zawodnikiem, żeby nie dać się wyprzedzić podczas pobytu w boksie, czy będzie mieć możliwość nadrobienia straty do zawodnika znajdującego się przed nim. To bardzo ważne decyzje, które często decydują o końcowym wyniku kierowcy. Widzowie nie wiedzą ile paliwa ma każdy z kierowców. Mogą się tego domyślać na podstawie czasów z kwalifikacji, ale nigdy nie mają pewności. Otoczka tajemnicy pozostaje i fascynuje. Co prawda zespoły przeprowadzają własne objazdowe toury promocyjne (BMW-Sauber Pit Lane Park w Warszawie), gdzie fani mogą obejrzeć różne zakulisowe szczegóły. Jest to jednak wciąż wydzielanie i podtrzymywanie tajemnicy.
Drugim elementem tajemnicy otaczającej F1 jest życie zespołów w trakcie Grand Prix w specjalnie chronionym i odgrodzonym od publiczności obszarze zwanym padokiem (z ang. „paddock”). Spotkania, przyjaźnie, antypatie, przyjęcia, sukcesy i porażki mieszają się w tym zamkniętym światku, który z każdym rokiem nabiera coraz bardziej cech „celebrity”. Nie można inaczej wytłumaczyć wizyt w boksach zespołów znanych piosenkarzy i aktorów. Dostęp do tego światka jest ściśle regulowany przez specjalny system zaproszeń wydzielających tajemnicę i atmosferę F1.
Kluczowy czynnik sukcesu numer 3 — marki-ludzie promują markę firmy
W świecie F1 panuje opinia, że końcowy sukces w wyścigu Grand Prix to w 80% zasługa samochodu, w 10% strategii tankowań i zmiany opon, a w 10% umiejętności kierowcy. Jednak jeśli chodzi o sukces F1 jako biznesu, proporcje są tutaj diametralnie odmienne — 10% to czynniki nieprzewidywalne typu pogoda lub awarie (wprowadzają one chaos na torze i pozwalają kierowcom na pokazanie charakteru i umiejętności), zaś 90% to charakter, osobowość i umiejętności kierowcy.
O czym rozmawiają fani po każdym wyścigu F1? O tam jak poszło poszczególnym kierowcom.
Co sprawa, że jeden wyścig zapada w pamięć, zaś o drugim zapomina się już w najbliższy poniedziałek? Wyczyny kierowców — wyprzedzenia, pojedynki na torze, pech i szczęście kierowców.
Co jako pierwsze zostało wymienione na okładkach albumów o F1, w tym „Formuły 1” Wydawnictwa Naukowego PWN? „Wielcy kierowcy”.
Maszyny, zespoły, tory — to wszystko jest ciekawe i zajmujące, ale jest to statyczne. Nie buduje emocji. Nie powoduje, że czeka się na kolejny wyścig. Emocje są wywoływane przez dynamiczne zmiany, które zapewniają — kierowcy.
Nawet czynnik sukcesu numer 1 w tym tekście pokazuje, że najważniejsi są kierowcy. Mówiąc o historii F1, mówimy przede wszystkim o kierowcach i ich wyczynach, o wspaniałych mistrzach, wielkich zwycięzcach i wielkich przegranych.
Technologia jest ważna, bardzo ważna. Bez sprzętu F1 nie byłaby tak ciekawa. Ale bez kierowców nie byłoby F1 w ogóle. Wyścigi robotów lub bezzałogowych samochodów nie byłyby emocjonujące. F1 to marka, firma, produkt. Ale to ci którzy ją wytwarzają, pracownicy, są najważniejsi z punktu widzenia publiczności czyli klientów. Zespoły, które mają dobry sprzęt i kierowców bez charakteru, nie mają wielu fanów. Słaby sprzętowo zespół z zadziornymi kierowcami ma rzeszę fanów — klientów na gadżety, newsy i całą biznesową otoczkę. To gwiazdy tworzą charakter firmy i napędzają sprzedaż.
Kluczowy czynnik sukcesu numer 4 — rywalizacja to podstawa
Wagę tego czynnika najlepiej widać, gdy go brakuje.
Mianem nudnego wyścigu fani F1 określają takie Grand Prix, w którym nie dochodzi do zbyt wielu pojedynków, wyprzedzeń i zmian na czołowych miejscach (punkty są przyznawane za pierwszych 8 miejsc). Zwycięzca wystrzeliwuje na starcie do przodu, a pozostałym musi wystarczyć wąchanie jego spalin. Samochody jadą ładnie, równo. Kierowcom brakuje miejsc do wyprzedzania, mocy w silnikach oraz sprytu, żeby chociaż spróbować manewru wyprzedzania. Kolumna samochodów dojeżdża do mety praktycznie na tych samych pozycjach jak na starcie.
Ale gdy tylko któryś z zawodników rozpocznie zmagania z innym, sytuacja staje się ciekawsza. Ten z tyłu na kolejnych zakrętach i prostych próbuje znaleźć lukę, w którą może się wcisnąć i prześcignąć przeciwnika. Z kolei ten z przodu cały czas się pilnuje, blokuje i zamyka możliwości wyprzedzania. Obaj śmigają w samochodach z ogromnymi prędkościami, tańcząc przedziwny taniec ku uciesze publiczności.
Gdy tylko na starcie któryś z zawodników zagapi się i straci kilka pozycji, natychmiast przystępuje do odrabiania strat. Albo też przyczai się i wykorzysta postój w boksie na nadrobienie straty. Tak czy inaczej pojawia się napięcie i zainteresowanie co ten kierowca zrobi. Nie mówiąc już o bardziej skomplikowanych sytuacjach, które powstają podczas kolizji samochodów czy wypadnięć z toru.
Rywalizacja angażuje uwagę i tworzy napięcie. Nudne zawody bez rywalizacji przynoszą pieniądze, to prawda. Ale jeśli powtarzałyby się przez dłuższy okres, zanudziłyby kibiców, którzy odeszliby gdzie indziej w poszukiwaniu emocji — może do wyścigów motorów, może do rajdów terenowych. Każdy produkt bez emocji czeka taka właśnie przyszłość — utrata znudzonych klientów. Każdy produkt, który nie ma swojego przeciwnika i nie walczy z nim, czeka taka właśnie przyszłość — utrata sprzedaży.
Kluczowy czynnik sukcesu numer 5 — zapewnij te same warunki do startu, ale pozwól na indywidualne modyfikacje
Tutaj wchodzimy już w kwestie głębsze F1 czyli te dotyczące techniki i technologii. Od pewnego czasu samochody F1 są mniej więcej standaryzowane. Jest określony ich ciężar (w ustalonych widełkach). Moc silnika. Elementy aerodynamiczne. Skrzynie biegów. Opony są dostarczane wszystkim zespołom przez jednego producenta. Nawet pompy paliwowe, wydawałoby się błahostka, mają ściśle określone parametry działania. Wszystko to po to, aby zapewnić wszystkim mniej więcej równy start. Nie ma bowiem przyjemności patrzeć jak kierowcy z wyraźnie lepszym samochodem notorycznie odjeżdżają konkurentom. Brakowałoby wtedy rywalizacji.
Jednak nie jest tak, że określone ramy techniczne blokują indywidualizację i wprowadzanie innowacji. Byłoby nudne, gdyby każdy dysponował dokładnie identyczną technologią. Nudne — i w dodatku niewykonalne, ponieważ każdy kierowca ma inną wagę ciała i inne reakcje motoryczne. Dlatego każdy ma samochód dostosowany do własnych, indywidualnych możliwości. Gdyby zamienić dwóm kierowcom samochody, obaj po kilku zakrętach wylecieliby z toru. Jeden woli nieco bardziej ślizgający się samochód, inny preferuje jeżdżenie jak po sznurku. Jeden woli postawić na szybkość na prostej, inny na szybkość w zakrętach. Jeden zespół opracowuje pomysł na nowy kształt nosa samochodu. Inny — na nowy kształt pokrywy silnika („płetwa rekina”). Dopóki rozwiązania nie wychodzą poza określone ramy, możliwe są indywidualne innowacje zwiększające szanse poszczególnych kierowców na odniesienie zwycięstwa w wyścigu.
Korzyść z tego jest też taka, że im więcej indywidualnych innowacji polepszających pracę samochodu jest wprowadzanych w obrębie całej F1, tym więcej z tych części trafia do powszechnego użytku. Poprawia się poziom całej F1, a więc poprawia się atrakcyjność dla publiczności. Dostawać rok w rok to samo jest dobre w przypadku hamburgerów (a i tam nie do końca się to sprawdza), ale nie w przypadku produktów opartych na emocjach, doświadczeniach i bezpośrednim kontakcie z klientem. Tutaj kluczem do serc i portfeli klientów jest różnorodność i ciągły rozwój. Pracownicy mają zapewniony w miarę ten sam poziom początkowy, bezpieczny poziom pracy i osiągania wyników, ale indywidualnie mogą wprowadzać innowacje, aby wyniki były jeszcze lepsze.
Źródło: Wydawnictwo Naukowe PWN












